To najgorsze składniki sklepowych wędlin. Doprowadzają organizm do ruiny
Sklepowe wędliny często kuszą idealnym kolorem i długą datą ważności, ale za tym efektem stoją syntetyczne dodatki. Najważniejszym z nich jest azotyn sodu, konserwant obecny w większości pakowanych kiełbas, szynek i parówek. W artykule znajdziesz prosty przewodnik po etykietach, listę najbardziej problematycznych konserwantów oraz podpowiedzi, jaką pyszną wędlinę można przyrządzić w domu.
Na półce wszystkie wędliny wyglądają podobnie, ale ich jakość potrafi się diametralnie różnić. W dobrej szynce czy polędwicy podstawą powinno być mięso w jak największej ilości - w przypadku produktów wyższej jakości eksperci wskazują nawet na poziom 90-95 proc. mięsa oraz prosty zestaw dodatków: sól i zioła.
Im dłuższa lista składników, tym większe ryzyko, że w środku znajdziesz wypełniacze i dodatki poprawiające wygląd lub smak, a nie jakość. Warto uważać szczególnie na określenia typu "mięso oddzielane mechanicznie (MOM)", a także na białko sojowe, skrobię, mąkę czy żelatynę - to tanie dodatki zwiększające objętość produktu, ale niekoniecznie jego wartość odżywczą.
Ostrożność jest wskazana zwłaszcza przy parówkach i bardzo tanich wędlinach. To właśnie one najczęściej zawierają dużo soli, konserwantów i wzmacniaczy smaku, a niewiele samego mięsa. W kiepskich produktach mogą się też pojawiać barwniki, dzięki którym wędlina wydaje się mocniej wędzona niż w rzeczywistości.
Aby szybko ocenić jakość wędliny, możesz trzymać się prostego schematu:
- Najpierw sprawdź procentową zawartość mięsa - im wyższa, tym lepiej.
- Spójrz na długość składu - wybieraj produkty z krótką listą składników.
- Wypatruj kontrowersyjnych dodatków, takich jak E250, E450, E451 czy E621.
Wśród dodatków do wędlin jeden składnik szczególnie zwraca uwagę specjalistów: azotyn sodu (E250), uważany za jeden z najgorszych składników wędlin. To syntetyczny konserwant stosowany do peklowania mięs - odpowiada za ich różowy kolor, charakterystyczny smak i dłuższą trwałość. Jednocześnie znajduje się on na liście związków podejrzewanych o działanie rakotwórcze, ponieważ w przewodzie pokarmowym może tworzyć nitrozoaminy, uznawane za potencjalnie niebezpieczne dla zdrowia.
Nadmierne spożycie azotynu sodu wiąże się też z innymi niekorzystnymi skutkami. Opisywane są m.in. dolegliwości trawienne, bóle i zawroty głowy, uczucie osłabienia czy problemy z koncentracją. Zwraca się uwagę, że szczególnie wrażliwe są małe dzieci, u których ten związek może wchodzić w interakcje ze specyficzną dla wieku formą hemoglobiny. Z tego powodu produkty z E250 nie są rekomendowane do żywienia niemowląt.
Na etykiecie warto wypatrywać również fosforanów (E450, E451). Ich zadaniem jest wiązanie wody i poprawa tekstury, przez co wędlina wydaje się bardziej soczysta i cięższa. Nadmiar fosforanów może jednak zaburzać gospodarkę wapniowo-fosforową, obciążać nerki i sprzyjać nadciśnieniu oraz przybieraniu na wadze, zwłaszcza gdy często sięgamy też po inne produkty konserwowane w podobny sposób.
Kolejną grupą dodatków, których lepiej nie nadużywać, są azotany i azotyny dodawane do przetworzonego mięsa. Naturalnie występują w czerwonym mięsie, ale ich dodatkowa ilość w wędlinach zwiększa szansę powstawania niepożądanych związków w trakcie trawienia. Dlatego tak często podkreśla się, by przetworzone mięso pojawiało się w jadłospisie raczej okazjonalnie niż codziennie.
W składach wędlin często pojawia się także glutaminian sodu (E621). To dopuszczony prawnie wzmacniacz smaku, ale część osób po jego spożyciu zgłasza m.in. bóle głowy czy uczucie rozbicia. Obecność tego dodatku zwykle oznacza, że naturalny smak mięsa został w dużym stopniu "podrasowany", co nie idzie w parze z prostym, naturalne charakterem produktu.
Jeśli na etykiecie pojawia się długa lista dodatków: MOM, barwniki, zagęstniki, aromaty, emulgatory czy liczne "E", to sygnał, że mamy do czynienia z produktem mocno przetworzonym. W takiej sytuacji najlepiej odłożyć taką wędlinę z powrotem na półkę i poszukać prostszego składu - albo sięgnąć po alternatywę przygotowaną w domu.
Domowa wędlina, np. pieczony schab, to sposób na kanapki bez syntetycznych konserwantów. Wystarczy dobry kawałek mięsa, sól i ulubione zioła - rozmaryn, majeranek, czosnek czy papryka wędzona. Upieczony, wystudzony i cienko pokrojony schab z powodzeniem zastępuje sklepową szynkę, a przy tym pozwala w pełni kontrolować skład: ilość soli, rodzaj tłuszczu i przypraw. Pysznymi alternatywami są również domowa szynka pieczona, szynka gotowana, czy nawet szynka dojrzewająca. W domu z powodzeniem przygotujemy także zdrowe kiełbasy, np. kiełbasę swojską, kiełbasę z piekarnika lub znaną dobrze z dzieciństwa kiełbasę w słoiku.
Atutem domowych wędlin jest nie tylko brak E250 czy fosforanów. To także prostsza technologia przygotowania, bez intensywnego wędzenia w wysokich temperaturach, które może prowadzić do powstawania niepożądanych związków w dymie. Jeśli decydujesz się na domowe wędzenie, wybieraj umiarkowaną temperaturę i dobrej jakości drewno, a przede wszystkim nie przedłużaj procesu ponad konieczność.
Dodatkowa zaleta domowego mięsa to uniwersalność. Ten sam kawałek pieczeni sprawdzi się jako wędlina na kanapki, dodatek do sałatki czy baza obiadu na kilka dni. Dzięki temu łatwiej ograniczyć kupowanie paczkowanych, mocno przetworzonych produktów - bez poczucia, że rezygnujesz z ulubionych smaków.
Zobacz też:
Już niedługo zacznie się sezon na sok z brzozy. To niesamowite jak wpływa na organizm
Zdrowe jelita to zdrowa cera. Lista 4 najlepszych naparów na równowagę jelit
Dodajesz do śniadania i chudniesz w oczach. Top 5 przypraw spalających tłuszcz