W PRL-u to był najpopularniejszy sposób na objętość. Znów się do niego wraca
Piwne płukanki to jeden z najsłynniejszych urodowych patentów z czasów PRL-u. Wtedy po butelkę sięgało się nie w pubie, lecz w łazience, licząc na gęstsze, lśniące kosmyki. Dziś, gdy domowa pielęgnacja przeżywa renesans, piwo znów wraca na włosy. Sprawdzamy, co naprawdę robi z fryzurą, kiedy może pomóc, a kiedy lepiej wybrać łagodniejsze, nowocześniejsze rozwiązania.
W czasach PRL-u brakowało kosmetyków, więc wiele kobiet ratowało się tym, co miały w kuchni. Jajka, ocet czy piwo trafiały nie tylko na talerz, ale też do łazienki. Płukanka z piwa uchodziła za sposób na miękkie, błyszczące i bardziej puszyste włosy, a ten domowy rytuał przetrwał w pamięci mam i babć aż do dziś. Coraz częściej wracamy do tamtych trików, ale z większą świadomością składów i możliwych skutków.
Piwo to nie tylko alkohol. W klasycznym napoju z wody, słodu, chmielu i drożdży znajdziemy witaminy z grupy B, białka roślinne oraz minerały, m.in. krzem, magnez i wapń. Te składniki mogą wspierać mieszki włosowe, poprawiać kondycję łodygi włosa i delikatnie ograniczać wypadanie. Piwne kuracje opisywane są jako sprzymierzeniec w walce o gęstszą, mocniejszą fryzurę, szczególnie przy włosach osłabionych i pozbawionych blasku.
Dodatkowym atutem jest działanie regulujące pracę gruczołów łojowych. Dzięki temu piwna płukanka bywa pomocna przy włosach przetłuszczających się i problemie łupieżu. Dobrze domknięta łuska włosa lepiej odbija światło, więc pasma po takim zabiegu wydają się gładsze i bardziej lśniące.
Po piwo najczęściej sięgają osoby, których włosy są cienkie, oklapnięte, z tendencją do przetłuszczania. Taka płukanka może dodać im nieco objętości u nasady, optycznie zagęścić fryzurę i nadać jej sprężystości. Sprawdza się również przy pasmach matowych, pozbawionych życia, które potrzebują szybkiego, doraźnego "podrasowania" połysku.
Jeżeli lubisz naturalne rozwiązania, a na co dzień stosujesz łagodne szampony i odżywki, piwo może być dodatkiem do pielęgnacji raz na jakiś czas - podobnie jak ziołowe płukanki z rumianku, rozmarynu czy szałwii, które są polecane jako domowy sposób na gładkie i lśniące pasma.
Największym minusem piwa jest zawartość alkoholu, który ma wysuszające działanie na włosy i skórę głowy. Dlatego w piwnych szamponach zaleca się wcześniejsze odparowanie napoju, by ograniczyć ilość alkoholu. Przy płukankach z kolei rekomenduje się rozcieńczanie piwa wodą i sięganie po zabieg nie częściej niż raz w tygodniu.
Jeśli twoje włosy są mocno rozjaśniane, bardzo suche lub łamliwe, lepiej traktuj piwny rytuał z dużą ostrożnością. Takie kosmyki częściej reagują na alkohol szorstkością i dodatkowymi uszkodzeniami. Wrażliwa, podrażniona skóra głowy również nie polubi mocno wysuszających płukanek - w takim wypadku bezpieczniej sięgnąć po ziołowe wcierki czy delikatne napary z rozmarynu.
Piwna płukanka jest prosta, ale warto trzymać się kilku zasad. Artykuły z Interii podkreślają, by wybierać piwo naturalne, bez aromatów, barwników i cukru, najlepiej pszeniczne, niepasteryzowane. Smakowe wersje mogą oblepić pasma i dać efekt sklejonych, ciężkich włosów.
Składniki:
- 1 szklanka jasnego, naturalnego piwa (najlepiej niepasteryzowanego, bez dodatków smakowych);
- 1-2 szklanki letniej, przegotowanej wody - w zależności od tego, czy wolisz mocniejszą (1:1) czy delikatniejszą (1:2 na korzyść wody) płukankę;
- ręcznik i miska lub dzbanek do polewania włosów.
Przygotowanie i użycie:
- Otwórz piwo co najmniej 30 minut przed zabiegiem, aby odgazowało się i częściowo ulotnił się alkohol.
- Wlej piwo do miski i dolej wodę w wybranych proporcjach, dokładnie wymieszaj.
- Umyj włosy łagodnym szamponem, możesz nałożyć lekką odżywkę i spłukać ją jak zwykle.
- Na koniec powoli polewaj włosy mieszanką piwa z wodą, starając się równomiernie pokryć pasma i skórę głowy.
- Nie spłukuj już wodą - odciśnij nadmiar płynu ręcznikiem i pozostaw włosy do naturalnego wyschnięcia lub wysusz letnim nawiewem.
- Stosuj nie częściej niż raz w tygodniu, obserwując, jak reagują na nią twoje kosmyki.
Jeśli nie przekonuje cię zapach piwa na włosach lub boisz się wysuszenia, możesz sięgnąć po inne domowe metody wzmacniania fryzury. Mogą być to np. wcierki z rozmarynu, które mają wspierać zniszczone włosy i pobudzać skórę głowy, a przy tym są pozbawione alkoholu.
Dla dodania blasku i wygładzenia włosów polecane są także ziołowe płukanki - z rumianku, szałwii czy lawendy - oraz olejowanie odpowiednio dobranymi olejami, co pomaga ujarzmić puszenie i poprawić miękkość pasm.
W innym kierunku idą maski i napoje na bazie drożdży, bogate w biotynę, cynk i witaminy z grupy B. Stosowane zewnętrznie mogą wygładzać i nabłyszczać włosy, a przy regularnym, rozsądnym stosowaniu od wewnątrz - wspierać ich gęstość oraz ograniczać wypadanie.
Piwo na włosy nie jest cudownym lekiem na wszystkie problemy, ale może być ciekawym dodatkiem do pielęgnacji. Dobrze dobrane, naturalne piwo i rozsądna częstotliwość stosowania pomagają dodać pasmom blasku, lekko je wzmocnić i unormować przetłuszczanie. Jeżeli jednak twoje włosy są bardzo suche, rozjaśniane lub skóra głowy jest wrażliwa, lepiej postawić na zioła, oleje i delikatne wcierki. Kluczem jest obserwowanie reakcji włosów i budowanie rutyny, w której piwo, jeśli się sprawdzi, pozostanie dodatkiem, a nie podstawą pielęgnacji.
Zobacz też:
Siwe włosy nie muszą być pozbawione objętości. Trik z klamrą jest niezawodny
Ta fryzura podbijała dancingi w czasach PRL-u. Teraz powróci na Andrzejki
Jak zadbać o włosy zimą aby nie traciły blasku i nie łamały się częściej?