Olej z pestek winogron miał zrobić cuda na moich włosach. U koleżanki tak było
Olejowanie włosów uchodzi dziś za prosty domowy rytuał poprawiający ich kondycję. Regularnie stosowane potrafi wygładzić pasma, ograniczyć puszenie i ochronić je przed przesuszeniem. Nic dziwnego, że gdy na zajęciach koleżanka pochwaliła się taflą błyszczących włosów i zdradziła, że używa oleju z pestek winogron, od razu chciałam powtórzyć jej schemat. Moje włosy są jednak zupełnie inne niż jej: naturalne, dość proste, gładkie przy nasadzie, łatwo się przetłuszczają, ale na długości lubią być suche na końcach. Koleżanka ma pasma rozjaśniane, wyraźnie bardziej szorstkie, z tendencją do puszenia. To klasyczny przykład różnicy w porowatości włosów - czyli stopniu rozchylenia ich łusek. W praktyce oznacza to, że te same kosmetyki będą zachowywać się na naszych głowach zupełnie inaczej. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że lekki olej winogronowy często poleca się włosom zniszczonym, farbowanym, o wyższej porowatości, które chłoną produkty jak gąbka. U osób z włosami gładkimi, mniej podatnymi na wchłanianie kosmetyków, ten sam produkt może obciążyć fryzurę, posklejać pasma, a nawet nasilić plątanie. Tak było właśnie u mnie.
Efekty oleju z pestek winogron na moich włosach. Dlaczego to była katastrofa?
Zachęcona efektem u koleżanki, nałożyłam sporą ilość oleju z pestek winogron na suche włosy od nasady po same końce, zawinęłam w ciasny koczek i zostawiłam na noc. To był zestaw wszystkich błędów naraz: zbyt dużo produktu, nałożonego na nieprzygotowane pasma i za długi czas trzymania. Rano próbowałam zmyć olej jednym szybkim myciem delikatnym szamponem. Bez wcześniejszego "emulgowania" odżywką olej nie chciał się domyć, włosy były śliskie, ciężkie i posklejane w grube pasma. Każde pociągnięcie szczotką tylko mocniej zaciskało je w twardy kołtun.
Zobacz również: Kolejność może zaskakiwać, ale to działa! Na czym polega mycie włosów metodą OMO?
Do powstania "filcu" przyczynił się także sam typ moich włosów. Gładkie, mniej porowate pasma nie potrzebują tak intensywnego oblepienia emolientami. Zbyt duża ilość oleju może sprawić, że zamiast sypkości i blasku uzyskujemy efekt braku objętości, lepkości, a nawet nieświeżego wyglądu już po umyciu. Żeby uratować sytuację, musiałam uzbroić się w cierpliwość: nałożyć sporą porcję odżywki, delikatnie rozdzielać pasma palcami, potem grzebieniem o szeroko rozstawionych zębach, i dopiero na końcu użyć szczotki. To lekcja, że olejowanie wymaga dopasowania i techniki, a nie jednorazowego eksperymentu "bo u kogoś działa". Piszę to ku przestrodze, żeby kolejne dziewczyny nie powtarzały mojego błędu.
Jeśli masz takie włosy to uważaj z tym olejem. Może się nie sprawdzić
Olej z pestek winogron bywa sprzymierzeńcem włosów wysokoporowatych: rozjaśnianych, po trwałej, kręconych, suchych i wyraźnie szorstkich w dotyku. Na takich pasmach lekka formuła pomaga uzupełnić ubytki w strukturze, wygładza i ogranicza puszenie. Jednak przy włosach naturalnych, niskoporowatych lub średnioporowatych - gładkich, śliskich, często prostych ten sam olej może być już za ciężki lub po prostu zbędny w takiej ilości.
Jeśli twoje włosy:
- szybko się przetłuszczają u nasady,
- są raczej gładkie, trudno je unieść u nasady,
- lubią się sklejać po odżywkach i maskach,
warto podejść do olejowania z większą ostrożnością i zacząć od naprawdę małej ilości produktu, nakładanej tylko na końce. Eksperci świadomej pielęgnacji podkreślają, że przy takim typie włosów lepiej sprawdzają się lekkie formuły używane rzadziej i w mniejszej dawce.

